Wszechfotografia
Czytając ostatni wpis na www.fotopolis.pl, natknąłem się na opis urządzenia o intuicyjnej nazwie Autographer. O jego technicznych możliwościach możecie przeczytać w artykule pod tym linkiem lub na stronie producenta. Dla naszych rozważań najważniejszą informacją jest fakt, iż urządzenie wykonuje zdjęcia bez udziału fotografa/użytkownika. Dziennie może ono wykonać do 2000 tyś zdjęć. Zasada działania jest już nam znana, podobne efekty możemy uzyskać korzystając z ustawianych w niektórych modelach aparatów interwałów. Pozwalających wykonywać zdjęcie w różnych odstępach czasu np. co minutę. Jest jednak zasadnicza różnica między rozwiązaniem firmy OMG Life, a znanymi nam funkcjami niektórych kompaktów czy samowyzwalaczy dokupowanych do lustrzanek, jest zamknięta w urządzeniu filozofia.
Na stronie producenta czytamy:
The user can live the experience while Autographer spontaneously captures the stories that unfold”
(Użytkownik może doświadczać życia podczas gdy Autographer spontanicznie rejestruje chwile jakie się przednim ukazują.)
„This is not just a new camera but a whole new photographic approach.”
(To nie jest tylko nowy aparat, ale jest to nowe podejście do fotografii.)
To co przykuwa uwagę na samym początku to nazwa urządzenia. Nie zagłębiając się w dalszy opis możemy z jego nazwy wywnioskować, iż obecność Photographer-a (fotografa) jest nam tu zbyteczna – w zamian otrzymujemy Autographera, do którego to obsługi potrzebujemy zaledwie użytkownika, podejmującego decyzję o włączeniu urządzenie i powieszeniu go na szyi lub przypięciu do koszuli, a automatyka zrobi resztę. Zdaje się, iż firma OMG Life idzie dalej niż KODAK na początku minionego stulecia. Wówczas bowiem główne hasło założyciela firmy Geroge Eastmana brzmiało:
„You Press the Button, We Do the Rest”
(“Ty naciśnij przycisk. My zrobimy resztę.”)
Teraz OMG zwalnia nas nawet z tego “przykrego obowiązku”. W takim kontekście mój wcześniejszy post traktujący o tym czy ważniejszy jest sprzęt czy umiejętności nieco zmienia swój wydźwięk. A powyższe pytanie traci sens.
OMG w swojej filozofii zdaje się zaprzeczać jakoby fotografowanie musiało być działaniem społecznym, w które zaangażowany jest fotograf i przedmiot fotografi. Szczególnie wyraźnie jest to widoczne w drugim cytowanym zdaniu, gdzie daje się nam do zrozumienia, iż sprzedaje się tu nie tylko nowy sprzęt, ale także nowe podejście do fotografii. Podejście, które jak wynika z pierwszego zdania wychodzi na przeciw naszym oczekiwaniom. Firma w swoim materiale marketingowy zwraca bowiem uwagę, nie wprost, iż problemem współczesnego społeczeństwa (oczywiście rozumiemy tu wszystkich przedstawicieli globalnej wioski, którzy mają dostęp do sprzętu fotograficznego) jest zapośredniczanie doświadczenia życia poprzez aparat fotograficzny.
Ten wątek jest dość szeroko omawiany przez takich autorów jak Susan Sontag, Barthes, Baudrillard. W skrócie oznacza to tyle, iż nie przeżywamy już rzeczywistości w pełni ją doświadczając, na przykład zdjęcie wodospadu przywiezione z wakacji jest dla nas bardziej rzeczywiste niż sam wodospad (choć zapewne czuliśmy powiew bryzy od tysięcy hektolitrów wody spadającej z 40 metrów, a później musieliśmy suszyć ubranie).
I oto nadchodzi rewolucja! Autographer uwolni nas od dylematu: doświadczać czy fotografować. Firma zapewnia nas, iż zakupując proponowany produkt będziemy mogli spokojnie cieszyć się życiem podczas gdy Autographer zrobi resztę, czyli zarchiwizuje przeżywane przez nas chwile z pieczołowitą dokładnością, wykorzystując do tego szerokoogniskowy obiektyw (aby więcej widzieć), czułą matrycę (aby ruch był zamrożony), GPS-a (abyśmy nie musieli sobie przypominać czy to zdjęcie zrobiliśmy przed domem czy może na zagranicznej wycieczce.)
Zatem nowe podejście do fotografii zakłada w zasadzie brak podejścia. Uwalniamy się od aparatu, od imperatywu fotografowania, dodatkowo dzięki małym gabarytom urządzenia zdjęcia są rejestrowane nieinwazyjnie co oznacza, iż minimalizują pozowania i granie ról pod sytuację bycia fotografowanym. Zaczyna panować WSZECHFOTOGRAFIA AUTOGRAPHERÓW.
Z jednej strony dajemy się okraść z przyjemności fotografowania, z drugiej ktoś za nas “odwala” brudną robotę:).
Moim zdaniem jednak owo nowe podejście, które chowa się za cienką i niewielkich rozmiarów obudową tak naprawdę nie jest nowe. Jest jedynie rozwinięciem coraz to silniejszej potrzeby archiwizowania przez nas rzeczywistości i wyręczania naszej pamięci.
Osobiście pewnie nie skorzystam z tego sprzętu. Choć widzę pewne zastosowanie w prowadzeniu badań społecznych z użyciem metod wizualnych, ale jest to temat na osobny post.
Zapraszam do dzielenia się opiniami i komentarzami.
Odpowiada Wam taka wizja fotografii bez fotografów?





No Comments