Co szczęśliwego można powiedzieć o fotografii?
Bo ja potrzebuję dzisiaj powiedzieć coś szczęśliwego. Kiepski dzień wyłażący nie wiadomo skąd i dlaczego wymaga weryfikacji i to szybkiej – takiej żeby nie zwariować i nie dać się ponieść. Trzeba go stłamsić w zarodku a jeszcze lepiej zamienić na coś pozytywnego. Zatem o czym pozytywnym mogę myśleć? A dodać należy że chcę myśleć o fotografii…. To nie jest trudne zadanie. Przede mną emocje, uśmiech, uczucia, moment, chwila, której mogłabym nie zauważyć bez aparatu. To również brak tego momentu ze względu na zbyt duże skupienie na obiektywie, przesłonie i czułości, świetle i focusie. Jak więc patrzeć żeby zobaczyć? Jak zachować tą wrażliwość, której się szuka i którą chce się złapać bo tylko wtedy fotografia nabiera sensu? To niełatwe.
Niektórzy się z tym rodzą, inni się uczą, a jeszcze inni nigdy jej nie doświadczą bo nie szukają. A poza tym czy nie można tego wszystkiego doświadczać bez aparatu? Po co on? Po co łazić i zastanawiać się jak to będzie wyglądać przez obiektyw? Ano… nie do końca wiem. O przyczynę fotografowania można pytać ale nie wiem czy można się spodziewać klarownej odpowiedzi. To jak w przypadku malarstwa czy szydełkowania, albo projektowania. Chęć tworzenia po prostu jest i nie ma co jej zaprzeczać. Wędruje sobie między nami, bytuje to tu to tam – tu lubi się zabawić, tam popada w refleksję, a gdzie indziej jednoczy ludzi. Chęć tworzenia czasami wykorzystuje narzędzia, które dają jej większe możliwości i spełniają jej chorobliwe zachcianki. Chęć tworzenia walczy o nasz czas i nasze zaangażowanie i nie pozwala skupić się na niczym więcej, nie daje chwili wytchnienia i ładuje akumulatory do działania. Cieszmy się nią i doceńmy jej starania, dajmy się jej ponieść bez opierania się i strojenia fochów a zrewanżuje się poczuciem spełnienia i szczęścia. To znaczy… mam taką nadzieję :).





No Comments