Kochani tak jak wspominałam na FB działamy dalej i mamy już pozwolenie od naszego informatyka, żeby zamieszczać posty. Wy nie widzicie dużej zmiany na blogu ale my tak, a wkrótce zobaczycie zmiany na stronie. W każdym razie mamy wiele zaległych postów więc zaczynamy!!!
Pierwszy na widelec leci MINIWSPIN.
Pełen relaks: promienie słoneczne smagają twoją twarz, delikatny wiaterek przelatuje obok, kilka mięśni nieśmiało przypomina o swoim istnieniu, samozadowolenie ze zdobytej drogi daje o sobie znać… ale przede wszystkim wielka radość ogarnia Twoje serce: zdaje się, że już wiesz co należy po kolei ze sobą pospinać i powiązać, żeby nie skitrać się na dół.
A ponieważ mnie Piotrek natchnął, to nie mogłam się powstrzymać :). Jeszcze bez szerszego opisu ale tylko z informacją, że to jeszcze było przed nami 🙂 A gdzie to możecie sprawdzić pod zdjęciami :).
Zdjęcia, które oglądacie powstały w parku narodowym Joshua Tree, położonym na terenie dwóch pustyń: Kolorado i Mojave. Podobno znajduje się tu pięć naturalnych oaz – ale niestety nie widzieliśmy żadnej :). Mogą się jednak przydać co niektórym wędrowcom, gdyż na terenie parku wytyczonych jest 300 km szlaków pieszych.
Pytacie kochani jak było? Pokażemy Wam to w kilku kawałkach, no może w kilkunastu :). Nie wiem dokładnie ile tego będzie ponieważ chwilkę nam zajęła ta podróż :). Jednak Cała przyjemność po naszej stronie…
Kluczowe pytanie jakie chciałbym postawić w poniższym tekście rozbrzmiewa w mojej głowie już dość długo. Dziś jednak pod wpływem zewnętrznego impulsu chciałbym postawić je również przed Wami.
Kiedy powstaje fotografia?
Jeszcze cieplutkie zdjęcia z obchodów 70-tej rocznicy bitwy pod Diablą Górą. Wspaniali aktorzy, świetny scenariusz i wybuchy Pana Krzysia 🙂 dały rewelacyjny rezultat. Więcej zdjęć z tego wspaniałego widowiska historycznego już wkrótce.
Jak wyglądała akcja każdy już wie, ale jak wyglądały przygotowania? To była nielada przygoda. Z partyzantami byliśmy już w dzień poprzedzający akcję, kiedy odbywały się próby, potem pełen emocji poranek, Msza święta no i akcja :). Organizatorzy stanęli na wysokości zadania :). Pozdrawiamy serdecznie. A poniżej jeszcze kilka zdjęć z przygotowań.
Jeśli miałbym powiedzieć co najbardziej fascynuje mnie w życiu to spotykanie nowych ludzi. Właśnie zakończyły się warsztaty fotograficzne na których poznałem fantastycznych 17 fotografów i fotografki ludzi z prawdziwą pasją, którą realizują pomimo, różnych kolei losu. Poznałem także Alexa Web i Rebeccę Noris Web fotografów z Agencji Magnum, których praca i podejście do życia pokazały mi jak różnie można patrzeć na otaczającą nas rzeczywistość. Te warsztaty pokazały mi, że w codzienności ukryty jest niebywały potencjał. Wytrąciły mnie z mojego przekonania o tym co to znaczy dobre zdjęcie i pokazały, że czasem po prostu świat nie chce Ci dać zdjęcia a innym razem dostaje kadr o jakim marzyłeś 🙂 o ile jesteś otwarty i gotowy go rozpoznać. I właśnie aby dostrzec rzeczywistość ujętą w gramatykę języka wizualnego musisz mieć mocno zdarte podeszwy… od fotografowania.
Pierwszy raz mieliśmy okazję fotografować na prośbę Związku Strzeleckiego „Strzelec” – ludzi pełnych pasji, chęci działania i przypominania nam o postawie patriotycznej, nad którą w XXI wieku już mało kto się zastanawia. Szczerze mówiąc jestem pełna podziwu dla tych młodych ludzi, którzy swój wolny czas postanowili poświęcić, żeby ludziom takim jak ja pokazać kawałek historii, która przecież jest historią każdego z nas. A mówiąc o kawałku historii mam na myśli bitwę Oddziału A.K. „Błysk” z Niemcami na Łubach Sobieńskich
Wspinacz wielki ze mnie nie jest więc jak pierwszy raz usłyszałam, że otworzyli Spota stwierdziłam, że to nie dla mnie, bo przecież mocy w bicu nie mam za wiele. Ale kiedy po raz pierwszy tam dotarłam okazało się w jak wielkim błędzie byłam. Fajna atmosfera, jasno oznaczone drogi o różnych stopniach trudności – więc nawet ja mogłam sobie spokojnie podziałać. Sporo przestrzeni, fajna muzyka… wszystko składa się na warte odwiedzin i systematycznych powrotów miejsce :). Z pewnością potwierdzą to Ci, którzy ostatnio walczyli na zawodach, co możecie obejrzeć poniżej 🙂
Z kamieniem w brzuchu, bez szczególnego nastroju, w pamięci mając tylko obrazy. Na zewnątrz jak każdy widzi – zima bez szczególnych jej oznak. A przed nami całe życie.
To najchętniej bym teraz napisała ale połowa powie, że coś ze mną nie tak więc dodam tylko, że tęskno mi do tych widoków, więc sobie przynajmniej popatrzę.
Trzecia edycja Mini Wspinu. Żeby nie było nudno zaczynamy ograniczać szkła. Tym razem w ruch poszło rybie oko 15 mm i tele 70-200 mm (ze wskazaniem na 200). Czyli co można zobaczyć na bardzo szerokim i … no powiedzmy wąskim kącie. Oba mają bez wątpienia swoje zalety i swoje wady, oba też mają swoich amatorów, choć jak wiemy preferencje fotografików zmieniają się z czasem. Ale co lepiej wypada w przypadku fotografowania wspinaczy? I w dodatku na ścianie?
Druga runda Strato Wspin Maratonu za nami 🙂 Jak zawsze niesamowita atmosfera i ludzie – kto nie był niech żałuje a na pocieszenie kilka fotek 🙂 Mamy nadzieję, że oddają atmosferę.
.
.
.
.
.
.
.
.
Po krótkiej przerwie znowu na rower … łąki wyglądają wspaniale – można się z nich zakochać bez pamięci. Aż strach pomyśleć że znowu idzie jesień 🙂 A jednak … I nie wiem czy to powód do narzekań. Zapewne nie. Nie zmienia to jednak faktu że znów długie miesiące trzeba będzie czekać na zapach ściętej trawy, złote pola i ciepło słońca ogrzewającego nasze ciała. Lubie to uczucie i będzie mi go bardzo brakowało zatem nie pozostaje mi nic innego jak cieszyć się jego ostatnimi przebłyskami. Pomagają mi w tym ostatnio zebrane na łące kwiaty :).
Co ja się tam będę rozpisywała o tym jak było :). Wiadomo, że było fajnie – nawet moja kochana Teściowa to potwierdzi. Jurand zdobył nasze serca w 3 minuty a potem już tylko utwierdzał nas w przekonaniu, że jest prawdziwym psem wspinacza: cierpliwym, społecznym i grzecznym ale jakże ciekawym nowych doświadczeń i niecierpiącym nudy. Warto też wspomnieć o moim malutkim sukcesiku: udało mi się kilka razy wtoczyć z asekuracją dolną :). Jak zawsze udział w wydarzeniu miała Ewcia, która mnie do tego oczywiście namówiła – stresik był lekki ale frajda też spora :). Teraz trzeba by trochę popracować nad zastałymi mięśniami – no ale jak to mówią nie można mieć wszystkiego w życiu. No a Panowie wymiatają – coś czuję, że gdyby nie ten lekki upał zrobili by 6.5 🙂 Zresztą sami zobaczcie 🙂
Fotografowanie podczas wspinania to podwójna radość – przynajmniej dla nas … i przynajmniej póki co :).
Uciecha ze wspinania to rzecz oczywista – wystarczy złapać bakcyla i dalej już się chce. W naszym wypadku bakcyla pomogli złapać nam inni ludzie… a wszystko zaczęło się od Buczka, o której nie można tu nie wspomnieć :). To ona poznała nas z Grackiem a ten przedstawił nam swoją ukochaną, cudnie upartą i wytrwałą Ewcię. No i tak sobie od tej pory chadzamy na tę ściankę – głównie dla przyjemności i odcięcia się od komputera i myślenia o nim. Bo to chyba w tym wszystkim lubię i cenię najbardziej – że nie myśli się podczas wspinania o niczym innym :). A jak wiadomo dla mózgu kobiety myśleć tylko o jednej rzeczy na raz to rzadkość (kto nie wie polecam: http://www.youtube.com/watch?v=Y-kS28yWi14). No więc na ścianie odpoczywam. Ale – zgodnie z proroczymi słowami zapoznanych do tej pory kolegów i koleżanek wspinaczy – łażenie po ścianie miało być czymś zgoła różnym od wspinania w skałach. Hmmm… no raczej nie trudno się dziwić, wszak warunki zgoła odmienne… jednak inne znaczy jakie?








