W zeszłym tygodniu na prośbę Magdy mieliśmy przyjemność współpracować z Hubertem i jego rodziną. Celem było stworzenie fotografii, które następnie zostaną zamieszczone na nowopowstałej stronie Huberta mającej pomóc mu w przybliżeniu innym swojej historii i uzbieraniu potrzebnej kwoty na rehabilitację. Hubert jest fantastycznym chłopcem i mimo swojej choroby okazał się być bardzo wdzięcznym i cierpliwym modelem. Co zresztą sami możecie ocenić poniżej.
Bo ja potrzebuję dzisiaj powiedzieć coś szczęśliwego. Kiepski dzień wyłażący nie wiadomo skąd i dlaczego wymaga weryfikacji i to szybkiej – takiej żeby nie zwariować i nie dać się ponieść. Trzeba go stłamsić w zarodku a jeszcze lepiej zamienić na coś pozytywnego. Zatem o czym pozytywnym mogę myśleć? A dodać należy że chcę myśleć o fotografii…. To nie jest trudne zadanie. Przede mną emocje, uśmiech, uczucia, moment, chwila, której mogłabym nie zauważyć bez aparatu. To również brak tego momentu ze względu na zbyt duże skupienie na obiektywie, przesłonie i czułości, świetle i focusie. Jak więc patrzeć żeby zobaczyć? Jak zachować tą wrażliwość, której się szuka i którą chce się złapać bo tylko wtedy fotografia nabiera sensu? To niełatwe.
Niektórzy się z tym rodzą, inni się uczą, a jeszcze inni nigdy jej nie doświadczą bo nie szukają. A poza tym czy nie można tego wszystkiego doświadczać bez aparatu? Po co on? Po co łazić i zastanawiać się jak to będzie wyglądać przez obiektyw? Ano… nie do końca wiem. O przyczynę fotografowania można pytać ale nie wiem czy można się spodziewać klarownej odpowiedzi. To jak w przypadku malarstwa czy szydełkowania, albo projektowania. Chęć tworzenia po prostu jest i nie ma co jej zaprzeczać. Wędruje sobie między nami, bytuje to tu to tam – tu lubi się zabawić, tam popada w refleksję, a gdzie indziej jednoczy ludzi. Chęć tworzenia czasami wykorzystuje narzędzia, które dają jej większe możliwości i spełniają jej chorobliwe zachcianki. Chęć tworzenia walczy o nasz czas i nasze zaangażowanie i nie pozwala skupić się na niczym więcej, nie daje chwili wytchnienia i ładuje akumulatory do działania. Cieszmy się nią i doceńmy jej starania, dajmy się jej ponieść bez opierania się i strojenia fochów a zrewanżuje się poczuciem spełnienia i szczęścia. To znaczy… mam taką nadzieję :).
Czytając ostatni wpis na www.fotopolis.pl, natknąłem się na opis urządzenia o intuicyjnej nazwie Autographer. O jego technicznych możliwościach możecie przeczytać w artykule pod tym linkiem lub na stronie producenta. Dla naszych rozważań najważniejszą informacją jest fakt, iż urządzenie wykonuje zdjęcia bez udziału fotografa/użytkownika. Dziennie może ono wykonać do 2000 tyś zdjęć. Zasada działania jest już nam znana, podobne efekty możemy uzyskać korzystając z ustawianych w niektórych modelach aparatów interwałów. Pozwalających wykonywać zdjęcie w różnych odstępach czasu np. co minutę. Jest jednak zasadnicza różnica między rozwiązaniem firmy OMG Life, a znanymi nam funkcjami niektórych kompaktów czy samowyzwalaczy dokupowanych do lustrzanek, jest zamknięta w urządzeniu filozofia.
Każdy kto choć przez chwilę zastanawiał się nad tym co może zrobić, aby jego zdjęcia były lepsze musiał stanąć przed odwiecznym sporem co bardziej wpływa na poczucie, iż moje zdjęcia są lepsze: czy moje umiejętności czy sprzęt? W tej chwili producenci prezentujący się na Photokinie próbują nas przekonać, że właśnie nasza marzenia się spełniają, bo oto do naszych rąk trafia niskobudżetowa lustrzanka z pełną klatką Canon 6D.
Gdyby tego było mało wyznawcy marki Canon koniecznie muszą poznać i najlepiej kupić nowego bezlusterkowca tej firmy.